KOTY zaś mruczą o sobie tutaj

Roczne wzloty i upadki:
Archiwalne myszkowanie:
- 2015, Czerwiec8 - 0
- 2015, Maj23 - 0
- 2015, Kwiecień15 - 0
- 2015, Marzec7 - 0
- 2015, Luty5 - 0
- 2015, Styczeń1 - 0
- 2014, Listopad2 - 0
- 2014, Październik9 - 0
- 2014, Wrzesień16 - 0
- 2014, Sierpień20 - 0
- 2014, Lipiec18 - 0
- 2014, Czerwiec14 - 0
- 2014, Maj17 - 0
- 2014, Kwiecień17 - 0
- 2014, Marzec14 - 0
- 2014, Luty6 - 0
- 2013, Listopad1 - 0
- 2013, Październik5 - 0
- 2013, Wrzesień9 - 0
- 2013, Sierpień22 - 4
- 2013, Lipiec24 - 0
- 2013, Czerwiec18 - 2
- 2013, Maj25 - 3
- 2013, Kwiecień17 - 4
- 2013, Marzec4 - 0
- 2013, Luty8 - 2
- 2012, Grudzień1 - 0
- 2012, Listopad4 - 2
- 2012, Październik6 - 0
- 2012, Wrzesień13 - 2
- 2012, Sierpień20 - 6
- 2012, Lipiec17 - 3
- 2012, Czerwiec13 - 0
- 2012, Maj16 - 27
- 2012, Kwiecień21 - 10
- 2012, Marzec20 - 9
- 2012, Luty8 - 20
- 2012, Styczeń8 - 17
- 2011, Grudzień4 - 6
- 2011, Listopad8 - 4
- 2011, Październik4 - 10
- 2011, Wrzesień21 - 35
- 2011, Sierpień21 - 20
- 2011, Lipiec15 - 31
- 2011, Czerwiec19 - 54
- 2011, Maj22 - 56
- 2011, Kwiecień19 - 69
- 2011, Marzec26 - 33
- 2011, Luty12 - 17
- 2011, Styczeń11 - 11
- 2010, Grudzień2 - 3
- 2010, Listopad5 - 0
- 2010, Październik33 - 56
- 2010, Wrzesień16 - 29
- 2010, Sierpień22 - 2
- 2010, Lipiec8 - 0
- 2010, Czerwiec7 - 0
- 2010, Maj10 - 2
"Byt realnie istniejący", czyli rozterki Kocuriady
Sobota, 26 marca 2011 · dodano: 27.03.2011 | Komentarze 2
„Moj Milaczek” Jakubek śmiga wreszcie w „ikstekach” i nie mam zamiaru ukrywać, że jest niefaaaajnie. Kaszanka była zaś z najgorszego przerobu i w ogóle czuję się przez serwismenów wydymana na wszystkie możliwe strony świata :((( Spodziewałam się, że istota/to ontos on/jakubkowość sama w sobie (niepotrzebne skreślić) zostanie NIENARUSZONA. I zawiodłam się okrutnie :((( Ideał sięgnął bruku!!! Płaczę teraz po kątach, nie mam w ogóle apetytu, a do jazdy zabieram się jak do jeża.A wszystko przez to nieproszone COŚ!! Ujmując rzecz ściślej i bardziej obrazowo, jakieś niewygolone i zapewne niedomyte (o zgrozo!) męskie dupsko przewiozło się moim cudeńkiem, tak więc JAKUBEK NIE JEST JUŻ TYLKO I WYŁĄCZNIE MOJĄ WŁASNOŚCIĄ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Czy naprawdę nie mogli poczekać na mnie do wykonania jazdy testowej???????? Gdybym tylko jorgnęła się wcześniej, ten kto mi poczynił taką „usługę” nie miałby po co wracać do domu - bez żenady powiesiłabym za jaja na najbliższym przysklepowym dębie, a niech cierpi tak jako i moje serce skręca się teraz z bólu. To już drugi dzień od „wypadku” a ja nadal nie mogę się z tej tragedii otrząsnąć i co minutę zadaję sobie to samo pytanie: „czy J. jest jeszcze hetero czy już zmienił swe zdanie???”
A tak ogólnie, to poza tym drobnym szczególikiem spędzającym mi sen z powiek, gitarra gra na full basach. Jakubek po całości wychuchany, wsjo kręci się jakby samo z siebie i aż miło klikać palcem po tak wyczulonych szimankach :P Tu i ówdzie sprzęt jeszcze popiskuje, ale jesteśmy przecież w fazie dotarcia, więc za jakie 100 kaemów, będzie spoko loko git majonez i baryłka wina. Cała droga nasza i zasmażka :)))))
Więcej uwag nie mam :P
Kategoria Puma (...25)
Skołowałam 8.36 km
(0.50 km teren)
00:26 h
19.29 km/h
Maks. pr.:29.60 km/h
Temperatura:5.0
SYMBOLICZNE 8KM NA CHIŃSKI ROK ZAJĄCA
Piątek, 25 marca 2011 · dodano: 26.03.2011 | Komentarze 4
Symboliczne z kilku powodów :)Albowiem dzisiejszym późnym popołudniem etapami wracali do ciepłego matecznika dwaj synowie marnotrawni. Ci sami, którzy w ciągu kilkudziesięciu ostatnich godzin siłą zażywali uroków serwisowych dopieszczeń :P W ogóle nie było czasu na kręcenie, więc tak na chybcika, po zmroku, zapuściłam się za fermę strusi i nazad do domku. Miałam się powstrzymać z tym testem do jutra, bo znowu czuję, jakoby franca jaka wredna ładowała się na moje gardło, ale...no ale co? Wpadłam prosto z serwisu do chaty, na moment przysiadłam, spojrzałam i...nie wytrzymałam :D
Konik fju fjuuuu, całkiem niezły pimp się z niego zrobił (doczekał się bidulek apgrejdu po 7 latach użytkowania), a i Jakubek dąży uparcie do grupy XT, więc ...
No więc, jak to się mówi, nie miała baba kłopotu, to ma teraz niezły placek, nie przymierzając świeży krowi placek na głowie, bo lampi się to na prawo, to znów na lewo i sama nie wie, którego bajka dosiadać najpierw...
Ostatecznie poszłam za głosem sumienia i dałam prym starszyźnie.
No kurde balans, już po kilkunastu metrach uznałam, że chiba padłam trupem na widok wyremontowanych Synalków, bo ta gładka jazda odbywa się w rowerowym niebie!!!!!
Jeszcze tylko podmieni się oponki, pierdziachnie jaki stylowy bagażnik na sakwy i można będzie wyprawiać się z Qniem w świat!!!
Juterkiem zaatakuję Jakubiszona :D Z tej podniety pewnie w ogóle nie zasnę, posikam kołdrę z przedwczesnej radochy, o! i znowu mam w brzuchu motyle...
A Łosiowi dziękuję serdecznie za suport podczas całej akcji, spisał się chłop naprawdę na medal. Szkoda tylko, że walnął się ciutenieczkę w obliczeniach i z dwóch zer na super niskich obrotach, wybuliłam grubo ponad trzy zera. Tjaaa...
Ale spoko, się pracuje, to się jakoś odharuje. I to byłoby właśnie to nawiązanie do liczby 8 z tytułu posta do chińskiego nowego roku (po naszemu 2011), któren to okres stoi ponoć pod wielkim znakiem dobrej passy finansowej, hehe (Obyś nadchodzący wielkimi skokami Kwietniowy Zającu był w tym roku wyjątkowo szczodry, bo jak nie, to „ja Cie osobiście poźre”!)
No dobra, nie ględzić, nie zawracać sobie bani przyziemnymi głupotami, ino skakać z ukontentowania! W końcu nie ma to jak dotknąć dwóch aniołów za jednym zamachem :D
:D:D:D:D:D:D:D:D::D:D:D:D:D::D:D:D:D:D:D::D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D
A mjuzy dziś nie byndzie, bo jeszcze nie narodził się geniusz potrafiący oddać moje obecne glisandyczne emocje powodowane rozmarzeniem na temat Brand New Old Bikes stojących TUŻ przy moim łóżku :D A idę znowu pomiziać im korbki...
Zamiast napadu na uszy, będą więc sztuki plastyczne, o takie:

Quń cały szczęśliw z deorek :)© KOCURIADA

Jakby nie patrzeć, Konik skoczył w nową epokę :)© KOCURIADA

są powody do mruczenia :)© KOCURIADA

jakubkowego szaleństwa czar© KOCURIADA
Kategoria Puma (...25)
Skołowałam 38.67 km
(10.00 km teren)
01:50 h
21.09 km/h
Maks. pr.:38.39 km/h
Temperatura:12.0
„Chcecie podnieść ud temperaturę? Porwijcie rowera, zatańczcie z pagórem”
Wtorek, 22 marca 2011 · dodano: 22.03.2011 | Komentarze 0
Dwa są życia sposoby. Jeden „całkiem od czapy”, drugi „nawet do rzeczy”.Ten drugi usilnie próbował dziś sprowadzić mój bajkowy zamysł na manowce i...od której strony by na to nie spojrzeć, osiągnął wyśmienity sukces.
Tuż przed wytoczeniem maszyny „z garażu” usłyszałam napomnienie, co by kręcić koniecznie na pagóry, bo szykują się 2 dni przymusowej abstynencji. Pałałam jednak taaaaaak wielgaśnym pragnieniem na TRENINGOWY NULL, że udałam ogłuchłą :P Kanały słuchowe i tak szczelnie pozapychałam watą, więc śmiało założyłam, że gdyby co, nie omieszkam użyć na swoją obronę tego żelaznego (?watowego?) alibi.
Zanim zdążyłam ustawić się w prawidłowej pozycji do starcia z wiatrem zaatakował mnie ZNAJOMY kundel. Głupi czy co??? Potem było już tylko gorzej. Nieco mniej katabatyczny wiatr, choć silniejszy niż wczoraj, robił z mojej klaty menisk wklęsły przez połowę dystansu.
Sporo też było kamieni masujących i nawet asfalt nie cieszył tak jak zwykle.
I co najgorsze, przy pierwszym podjeździe załączył mi się niechcący program treningowy, koszmar, od którego nie potrafiłam się już uwolnić...;P
Zatańczyłam na tym speedzie z kilkoma „pagórami” (nie zapominajmy, że miejscem zdarzeń pozostaje centralna Polska! :D), w kolejności następującej:
równolegle do parkingu na Wycieczkowej/za Antonim na skrzyżowaniu z Okólną/w połowie Okólnej w tzw. strefie dzików/po kamorach na Aksamitnej/na krętej Wódce/za zakrętem na Borchówce/przy stawie na Kopance/asfaltowy Plichtów i 2 zmarszczki za tabliczką Łódź w stronę Nowosolnej.
Ładnie, niechcący wypociłam więcej niż zakładałam i to z większą ilością „przemachnięć” niż ostatnim razem.
Uda palą mnie jak cholera! Chyba załaduję się za moment do zamrażarki, może będzie jakakolwiek ulga...
A zamiast tytułowej trawestacji dysko polo Boys (czy cokolwiek jest w stanie przebić „urok” oryginału?) będzie kolejna dawka muzy pod budowanie siły:
No szkoda, że Dave nie dogina w clipie na rowerze ;p
Kategoria Triki (25...55)
Do pracy D. z M...
Poniedziałek, 21 marca 2011 · dodano: 21.03.2011 | Komentarze 0
Podczas gdy jedni zajmują się „humanitarnym topieniem” Marzanny, inni łapią ją z nienacka za kudły i ciągną po asfalcie za rowerem, by zdychała w dokładnie takich samych męczarniach, jakie serwowała przez 3 ostatnie miesiące wszem dokoła. A niech ma za swoje!Nici wyszły z moich dzisiejszych miastowych sprawunków, więc naprędce wykoncypowałam co by wrędną Babę Zimę przetaszczyć „za”, „obok”, tudzież „pod” Jakubkiem, w sumie nie ważne jak, oby tylko jęczała w bólach i wznosiła do nieba błagania o dożylny Ketonal. Ogarnęłam się zatem na tyle szybko na ile pozwoliła mózgownica po 3h snu i wiśta do centrum, do pracy po Łosia. Już na pierwszym zakręcie okazało się, iże Babsztyl wyciągnął nie-byle-jakiego asa z rękawa dając mi gift w postaci upierdliwej wpyskdmuchawy. I tak przez całe 9 kilometrów.
Duch walki był jednak we mnie bardzo waleczny, walczyłam więc do samego końca WWW ;p
Odebrawszy czarno odziane ciało pedagogiczne ruszyliśmy skromną kompanią w drogę powrotną i mimo jazdy już Z WIATREM dupsko Mej Wątpliwej Przyjaciółki Marzanki okazało się na tyle ciężkie, że kręciło się moim nóżkom po prostu drętwo. Skryłam jednak tę całą złość „głęboko w środku gdzieś” (naprawdę głęboko „i bez śladu łez” „współczuję” Pani M.Brodce tak „fantastycznego” „tekstu” „piosenki”...) i smarkałam megagłośno za dawkowymi plecami, by go co i rusz upewniać, że JAKOŚ daję radę ;P Z Pomorskiej odbiliśmy w stronę Srela (nie obyło się przy tym bez zabawy w gonienie żółtego szosowego zająca) i małym kółeczkiem po Olechowie (tutaj uskuteczniłam sprint pod dyktando Łosia na Rokicińskiej) wróciliśmy na ulicę Frezjową, która płynnie wyprowadziła nas na mój ulubiony podjazd :P Cała reszta, która nastąpiła po TYMŻE była dla mnie czymś w rodzaju rozmiękczania kwasidła.
I w końcu home, sweet home, przy czym nie omieszkałam odwiązać Babozimy od sztycy i porzucić jej truchła w krzakach, zanim jeszcze zabrałam się za wnoszenie dwukółki po schodach. A zgiń, przepadnij maro nieczysta!
Jutro ma być słońce i plus 10!!! „Bo mnie sie tak kce”!!!
Kategoria Triki (25...55)
NIBY regeneracyjnie,
Niedziela, 20 marca 2011 · dodano: 20.03.2011 | Komentarze 1
bo wskazania pulsometra, którym w radością opasał mnie Łosiu (ależ on się realizuje w nowej profesji!!!) wykazały na koniec wycieczki, iże 73% czasu jazdy pedałowałam na granicy wyzionięcia ducha...Czyżby było ze mną aż tak fatalnie? Eeeetam, krążeniowo czuję się wyśmienicie, nie mam nic do zarzucenia swojemu serduchu, zatem wynik zrzucam na karb złośliwości przedmiotów martwych, a raczej tego, że wzięliśmy pod uwagę średnią krajową stref treningowych zamiast najpierw wykonać test progu mleczanowego dla ciała Kocuriady. Może w następnym podejściu? Pożyjemy, zobaczymy :)Samo przemieszczanie się poszłoby gładko, gdyby nie:
a)moje wczorajsze siłowe harce, które od samego rana lekko ścinały mnie z nóg
b)pogoda, która powinna być bardziej łaskawa i zgodna z komunikatami pogodynek, bo wiatru miało nie być, a skurczybyk był! I jakby było mało, to wysmagał mnie wręcz arktycznie!
c)to, że nie potrafiłam utrzymać uwagi na kręceniu „albowiem bo poniewuż gdyż” miałam zbyt wiele gadżetów do obserwacji no i nie mogłam uwolnić się od kojarzenia pulso-pikania z poranną pobudką do roboty, a wiadomo jak to jest, myśl o harówce z miejsca podwyższa ciśnienie, co z kolei owocowało wskakiwaniem do wyższej strefy treningu i tak w koło Macieju
d)najważniejsze - NIE JADŁAM DZIŚ OD SAMEGO RANA ANI KRZTYNKI PADLINY, więc zbuntowany żołądek co i rusz przypominał o wrzuconej weń bananowej owsiance
Mimo powyższych przeszkadzajek kręciło się jednak miło i z każdym machnięciem korbką po moich kościach rozchodziło się ciepło radości, że już tuż tuż, za kilka tygodni palniemy sobie 4 dni po lubelszczyźnie :) Mniej więcej w połowie trasy Łosiu zoczył połać zieleni i zakrzyknął, że zrobi sobie przystanek na sfocenie tych cudności, i że mam nie czekać, że on mnie dogoni. Pojechałam więc swoim ślimaczym tempem na jaroszkowe górki, przetoczyłam się przez Moskwę, pogoniłam przez Ksawerów, a po Łosiu ani widu ani słychu...Przed Helenowem postanowiłam poczekać, aż chociaż zacznie majaczyć na horyzoncie. Stałam i stałam i nic konstruktywnego z tego stania nie wynikało, z czego wnioskuję, że robienie zdjęć było pretekstem, by Łosiu mógł pobyć sam na sam ze swoją łosiowatością, czyli:
A jak było naprawdę?
Kategoria Triki (25...55)
Skołowałam 0.00 km
(0.00 km teren)
01:00 h
0.00 km/h
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
Hip Hip huuureeeejjj
Sobota, 19 marca 2011 · dodano: 19.03.2011 | Komentarze 2
= hip and leg power :)Lubię ten stan: szklanka soku, gryf i zduśdana ja :P
(2x większe obciążenia...niebawem czas na siłę maksymalną - ???)
Skołowałam 25.44 km
(1.00 km teren)
01:13 h
20.91 km/h
Maks. pr.:42.20 km/h
Temperatura:3.0
Killing an emo
Piątek, 18 marca 2011 · dodano: 18.03.2011 | Komentarze 0
Niemalże całe moje poranne „nadworne fikanie" odbyło się w swoistej atmosferze...końca.Większość ludzi już dawno ruszyła ze swojej podmiejskiej sypalni w robocze tango milonga, więc na drogach ostały się rzędy przygaszonych latarń i cinderkowa ja. Powietrze na szaro poprzetykane mglistą watą otulało świat na tyle szczelnie, że każde z nas miało czas na tzw. „osobiste przemyślenia”. Konik nieroztropek rozmarzył się oczywiście na temat iXTeków, które leżą ślicznie w pudełeczkach i czekają na pierwszą jazdę. Szkopuł z tym, że nie z nim, lecz z Jakubkiem...
Ja zaś zapadłam się w sobie na okoliczność „końca, który winien zmetamorfozować ostatecznie w jakowyś początek...pewnie nowego zasranego końca?”. Itepe itede.
Im bardziej zmagałam się z tym porypanym emo, tym więcej wychwytywałam rozkładu w okolicznym krajobrazie: dojmująca mżawka rozmazująca rzeczywistość, starsi ludzie kręcący się bezcelowo po obejściach swych zmurszałych chat, jakieś przemoknięte kurzaki bez ładu i składu latające przy drodze, jakby celowo pchające się pod MOJE koła. W oddali zawodzenie cierpiącego psa, kilka kotów na poboczu w różnym stadium zarobaczenia. I ja, zakonserwowana w tym całym marcowo-jesiennym syfie.
„Piękna” aura, no żesz naprawdę „piękna”! Nawet własne organa odmówiły posłuszeństwa mej niezłomnej woli i jechało się ciężko. Pikularki zaparowane, więc z musu skoncentrowałam się na kroplach deszczu ślizgających się po rancie kasku. I kręciłam beznamiętnie, oby tylko coś tam ujechać, a najlepiej ujechać samą siebie. Długo nie musiałam pedałować. Autodestrukcyjny cel najłatwiej osiągnąć na kilku podjazdach, w które nieźle obrodziła ziemia Nowosolnej. Zatem Byszewy, potem Borchówka (tutaj doznałam ataku szału na własną bezsilność), następnie Kalonka ze zjazdem na Wódkę, który zapowiada krótki i ostry podjazd na mało aksamitnej ulicy Aksamitnej :( I końcówka upodlenia na Grabinie, te sztywne kilkadziesiąt metrów, na których spotkałam Lessiego – gotowego do pogoni za zającem, czyli mną. Ech, myślę: „kutwaszę to”, ale mimo wszystko zebrałam się na kontrolny sprint. Wzrok ulokowałam gdzieś pomiędzy prawą nogą a umykającym pod nią asfaltem. Ostatkiem sił wdrapałam się na zakręt, wzięłam głęboki przedagonalny wdech, podniosłam wzrok nad kierownicę i w mój depresyjnie zapyziały kadr wjeżdza on!
KOŃ! :D I to koń nie byle jaki! Piękny, wycackany, wyczesany! O lśniącej sierści! Namaszczony słońcem Bóg Młodości! Po prostu dziarski Pablo w pełnej krasie! :D
I tyle było mojego defa. Został na trasie za koniem. Ostatnie kilometry gębę jarzyłam jak głupi na widok sucharów :D
O, a tam kiedyś pojadę:
I to będzie kilkutygodniowy orgazm :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D
Kategoria Triki (25...55)
Skołowałam 2.70 km
(0.50 km teren)
00:10 h
16.20 km/h
Maks. pr.:24.60 km/h
Temperatura:4.0
eXTra rekord! :P
Środa, 16 marca 2011 · dodano: 16.03.2011 | Komentarze 7
łiiii, właśnie pobiłam rekord minimalnego dystansu – tyle właśnie wynosi trasa „do i z” najbliższej piekarni :DTAAAKI „ujazd” trzeba zwieńczyć celebrą odpowiedniego kalibru, co niniejszym uroczyście czynię:
Koniku mój Ty najdroższy! W podzięce za kilkuletnie niesienie po świecie tyłka Kocuriady (a także odwłoków inszych zwierząt) otrzymasz niebawem w tak zwanym spadku po dziadku, czyli swoim szybszym bracie kilka........ubranek :D Cieszysz się??? (oj tam, dobrze wiem, że to jak z second handu, ale naprawdę są markowe i PRAWIE nie znoszone! Nie marudź! Bo nie wyjedziesz na litewskie łąki!!!)
Jakubku, mój Ty najmilejszy! Za Twoją Biel i za Twój Błękit, za to żeś taki dla mnie wyrozumiały w piachu i po kamorach, niebawem zrobię Cię na bóstwo i zostaniesz „maj only & eXTra killing maszin”, boooo...wyobraź sobie, że już SĄ! DOTARŁY CAŁE I SZCZĘŚLIWE, że będą przez nas deptane, kręcone, dociskane i mielone :D Najładniejsze z naszych nowych zabaweczek:

"dla kotów, które żyją pełnią życia"© KOCURIADA

"Twój kot kupowałby XT"© KOCURIADA
ale na razie to Ty sobie na nie tylko popatrz, albowiem kieszenie mam dziurawe i puste, więc serwis musimy odłożyć na „AŻ ZA KILKA TYGODNI”
:(((((((((((((((((((((((((((((
Nie paniiiiikuj, piekarnia jest wyjątkowo blisko, do tego zapanowała ogólnonarodowa moda na poszczenie, więc umyśliłam sobie dzisiaj w nocy, że jeśli pojeździmy przez najbliższe dni o samym chlebie i wodzie, to może uda się jakoś ten termin przyspieszyć...
No więc, jak? Pasi Wam, chłopaki?
Kategoria Puma (...25)
Skołowałam 33.10 km
(1.00 km teren)
01:26 h
23.09 km/h
Maks. pr.:36.56 km/h
Temperatura:15.0
Z bolcem
Poniedziałek, 14 marca 2011 · dodano: 14.03.2011 | Komentarze 2
Zaraza szerząca się w pewnych kręgach rowerowych padła i na mnie, jednakowuż nie dałam się stłamsić złym nastrojom! Udom dałam lekki oklep, co by nie drętwiały, wirującej rzeczywistości w głowie przemówiłam do zdrowego rozsądku, zaś uporczywe mdłości zalałam „darem natury”. Podtrzymałam natomiast totalne zaćmienie logicznego myślenia, ponieważ bez tego nie byłabym w stanie podążyć za telefoniczną radą Ilo, która przydługie kocuriadowe utyskiwania na obleśnie strajkujące fizis skwitowała krótkim: „hahaha, a jedź, a upoć się jak świnia, to takie fajne”.To czarne ziarno po kilku godzinach jednak we mnie zakiełkowało.
I pojechałam. Z bolcem. Powalczyłam pod „wiater” o tak zwaną średnią i teraz sę mogę zanucić:
Czy jutro będzie pogoda???
Kategoria Triki (25...55)
Skołowałam 58.95 km
(2.00 km teren)
02:45 h
21.44 km/h
Maks. pr.:47.99 km/h
Temperatura:15.0
Biała i pagóry
Niedziela, 13 marca 2011 · dodano: 13.03.2011 | Komentarze 0
Po wczorajszych intensywnościach tęskniłam do lekkiej, swawolnej wycieczki wypełnionej licznymi przystankami na cieszenie się wiosną, lecz jak zwykle zawczasu KTOŚ przejrzał me gnuśne plany... i nie licząc się ze zdaniem moich kończyn, zagonił na pagórach do roboty.Uświadczyłam jedynego postoju, w Białej pod Zgierzem:

Biała - w tle drewniany kościół p.w. śś. Piotra i Pawła wzniesiony w XVIII wieku© KOCURIADA
Popas odbył się li tylko przy akompaniamencie wody z sokiem. A w głowie jak na złość pochód frykasów na niedzielę zakazanych: mięciutkich wątróbek smażonych z cebulką w śliwkach!!! Próbując desperacko odwrócić uwagę duszy od spraw niecnych, doczesnych „zaźrzałam” w niebo:

Splątane niebo nad Białą© KOCURIADA
I doszłam do wniosku, że zdecydowanie za rzadko zadzieram głowę...ale i tak na niewiele się zdało to całe patrzenie, bo kiszki naprawdę grały hucznego marsza przez co zapragnęłam jak najszybciej wrócić do domu.
Dobrze, że chociaż mogłam brać na zęby dopiero co obudzone słońcem muchy :D Albo i nie muchy. Nieważne, było mi wszystko jedno. Oby upolować jakieś białko, więc z kilometra na kilometr, im bliżej Nowosolnej, tym mój „rozszczerz” robił się większy ;P
Nowosolna – Grabina - Janów - Byszewy – Sierżnia – Stryków – Anielin Swędowski – Biała – Szczawin – Swędów – Zelgoszcz – Dobra – Dobieszków – Borchówka - Bukowiec – Grabina – Nowosolna
Kategoria Yogus (55...)



