KOTY zaś mruczą o sobie tutaj

Roczne wzloty i upadki:
Archiwalne myszkowanie:
- 2015, Czerwiec8 - 0
- 2015, Maj23 - 0
- 2015, Kwiecień15 - 0
- 2015, Marzec7 - 0
- 2015, Luty5 - 0
- 2015, Styczeń1 - 0
- 2014, Listopad2 - 0
- 2014, Październik9 - 0
- 2014, Wrzesień16 - 0
- 2014, Sierpień20 - 0
- 2014, Lipiec18 - 0
- 2014, Czerwiec14 - 0
- 2014, Maj17 - 0
- 2014, Kwiecień17 - 0
- 2014, Marzec14 - 0
- 2014, Luty6 - 0
- 2013, Listopad1 - 0
- 2013, Październik5 - 0
- 2013, Wrzesień9 - 0
- 2013, Sierpień22 - 4
- 2013, Lipiec24 - 0
- 2013, Czerwiec18 - 2
- 2013, Maj25 - 3
- 2013, Kwiecień17 - 4
- 2013, Marzec4 - 0
- 2013, Luty8 - 2
- 2012, Grudzień1 - 0
- 2012, Listopad4 - 2
- 2012, Październik6 - 0
- 2012, Wrzesień13 - 2
- 2012, Sierpień20 - 6
- 2012, Lipiec17 - 3
- 2012, Czerwiec13 - 0
- 2012, Maj16 - 27
- 2012, Kwiecień21 - 10
- 2012, Marzec20 - 9
- 2012, Luty8 - 20
- 2012, Styczeń8 - 17
- 2011, Grudzień4 - 6
- 2011, Listopad8 - 4
- 2011, Październik4 - 10
- 2011, Wrzesień21 - 35
- 2011, Sierpień21 - 20
- 2011, Lipiec15 - 31
- 2011, Czerwiec19 - 54
- 2011, Maj22 - 56
- 2011, Kwiecień19 - 69
- 2011, Marzec26 - 33
- 2011, Luty12 - 17
- 2011, Styczeń11 - 11
- 2010, Grudzień2 - 3
- 2010, Listopad5 - 0
- 2010, Październik33 - 56
- 2010, Wrzesień16 - 29
- 2010, Sierpień22 - 2
- 2010, Lipiec8 - 0
- 2010, Czerwiec7 - 0
- 2010, Maj10 - 2
Skołowałam 101.38 km
(11.00 km teren)
04:37 h
21.96 km/h
Maks. pr.:47.00 km/h
Temperatura:20.0
100 po raz trzeci..."tą razą" z Ziutkiem :)
Piątek, 22 kwietnia 2011 · dodano: 22.04.2011 | Komentarze 6
Przy Wielkim Piątku zorganizowałam sobie pierwszą w tym roku ekspozycję wygolonych łyd. Słońce ochoczo (jak zawsze na początku sezonu) wzięło je na ruszt, w związku z czym niecierpliwie oczekuję gorejącego przewalania się w pościeli podczas najbliższej nocy...na szczęście w lodówce ostał się jeszcze jeden jogurt, więc nadchodzące godziny wcale mi nie straszne, będzie co transformować na zsiadłe mleko (a kto wie, może na kolację i jajecznicę uda się przygotować bez konieczności odpalania gazu, taka ze mnie dobra gospodyni - samowystarczalna i oszczędna ;P)No to było parę słów o czyhającym na mnie bólu, a teraz akapity lżejszego kalibru, czyli opis przygód....których właściwie nie było :) Całą trasę żaden włochaty kulfon nie próbował mnie po kostkach chapsnąć, panowie kierowcy niebywale uprzejmi, ludzie kręcący się po wsiach niezwykle pomocni w rozwiązywaniu zawiłości mapy, a do tego wiaterek słodko chłodził zapas żarełka, no czego chcieć więcej?
Wystartowałam z Nowosolnej na luzie (albo na pierwszym biegu – już nie pamiętam ;P) Przez Wiączyń, Bedoń Wieś, Wiśniową Górę i Stróżę dotarłam do Woli Rakowej, w której odbiłam na Pałczew gęsto usiany prywatnymi sadzawkami. Urocze miejsce, zresztą tak samo jak i kolejna miejscowość, przez którą przejeżdżałam (Wola Kutowa). Traf chciał, że wcześniej nie eksplorowałam tych zakątków, więc długo nie mogłam nacieszyć oczu rozległymi polami czy obiecująco wyglądającym lasem...Zanim się obejrzałam, dotarłam do Czarnocina od strony ulicy Tuszyńskiej. Tutaj pierwszy postój - nad sztucznym zalewem.
Jakoś nie uśmiechała mi się dalsza podróż dobrze znaną jezdnią, więc szybko obrałam kurs na Zamość, Kotliny i Karpin. Płasko dookoła, lecz zieleń tak soczyście biła po oczach, że znowu jechałam jak urzeczona (także jej gęstym zapachem, wręcz przesyconym słońcem, czego żadne zdjęcie niestety nie odda):

gdzieś w Kotlinach© KOCURIADA
Po przekroczeniu drogi 713 celowałam prosto w Różycę pod Koluszkami, skąd przez różnego rodzaju Gałkówki dostałam się do wojennego cmentarza położonego w lesie pomiędzy Gałkówkiem Parcelą a Witkowicami. Postój numer dwa – piciu, papu, do Łosia telefoniare i fotografare:

Cmentarz wojenny zalany kwieciem© KOCURIADA

Sami Niemcy© KOCURIADA

i amerykański Ziutek© KOCURIADA
Na liczniku 60 kilometrów. A ma być 100, jak na wytrzymałość w tlenie przystało :)
Chwila zastanowienia i robię dodatkową rundkę przez Witkowice i Gałkówek z powrotem do cmentarza, dzięki czemu dorabiam kolejne 9 kilometrów.
Potem skręt w lewo na Małczew i Ksawerowem docieram do Moskwy (hmm Zamość, Moskwa, niezła ta jednodniowa wycieczka...), z której przedostaję się kamienistym zjazdem w stronę Borchówki. I po tym odcinku już wiem, że Smart Samy są naprawdę dobre – przetestowałam je na piachu, na szutrze i na tłuczniu. To ostatnie przy całkiem niezłej prędkości i świetnie dały sobie radę :)
Na Borchówce dobijałam do 80 kilometrów. Dwadzieścia brakujące do treningowej sety kreatywnie spędziłam w moim ukochanym PKWŁ, po czym cała szczęśliwa wróciłam do domku, by obwieścić Łosiowi, że rower to on ma baaaardzo wygodny :)
Kategoria Yogus (55...)
Skołowałam 23.33 km
(1.50 km teren)
00:57 h
24.56 km/h
Maks. pr.:44.70 km/h
Temperatura:15.0
Siała baba mak nie wiedziała jak…
Czwartek, 21 kwietnia 2011 · dodano: 21.04.2011 | Komentarze 7
lecz dziad wiedział i jej wszystko opowiedział :)Ów fachowy instruktaż baba przerobiła następnie w swym kurzym móżdżku na wersję lekkostrawną, z której żaden chłop nica by nie zatrybił. Jednakowuż babie takowe działanie „deszyfrujące” majaczyło się bardzo pożyteczną grą wstępną do niecnych czynności, więc chwilunię na fotelu posiedziała, patrząc w sufit podumała, palcem w bucie pogrzebała…
I tak oto po kilkunastu minutach usilna próba zwijania blaszek mózgowych ostatecznie przełożyła się na samodzielny demontaż wysłużonych i wręcz znienawidzonych tiog w Kóóónie, a zapakowaniem w zamian nowiuśkich, gumą fabryczną „pachnących” Racing Ralphów :) Przez zmurszałą jak te tiogi babę.
I nawet zmieściła się w pierwszej połowie Wielce Ważnego Meczu, tadaaam! :D
Ofiary w ludziach – zero
Ofiary w dętkach, wentylach, szprychach i całej reszcie – zero
Ofiary w łyżkach – 2 (i żeby nie było, zaznaczam, że osobiście uśmierciłam tylko JEDNĄ z nich)
Doprawdy, ani najstarsi nizinni gorole ani najfilozofniejsi fifozolowie, a nawet sam proboszcz z najbliższej parafii pod wezwaniem Świętego Karola W. nie wiedzą, dlaczego do stu pierunuff dopiero teraz dźgnęło mnie na grzebanie w rowerowych flakach, skoro to sama przyjemność…
Wstydź się kobito!
Powyższe działo się wczora z wieczora, a dziś z rana pomknęliśmy przez Kopankę na Boginię (zwiedzić czarną dziurę trasy maratonu ;P), by na koniec szumnie zajechać pod dom od strony Plichtowa. I calutki czas nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że Konik unosi się Racing Ralphami jakieś pół centymetra nad asfaltem. Znaczy się - zakupy niebywale udane :)
Ale przednie kółeczko do centrowania :( Wie kto może w eterze, jak mam się z tym fantem uporać?...
A na pożegnanie song dla Tiog (rozstaję się z Wami bez żalu, kochanieńkie):
Over the times we've shared
It's all blackened out
Kategoria Puma (...25)
Ziutkowy Relaks - Episode II
Środa, 20 kwietnia 2011 · dodano: 20.04.2011 | Komentarze 4
Jeśli coś daje człowiekowi niebywałą przyjemność, należy tego często używać – zatem dzisiaj powtórka z rozrywki :)Ziutkowe siodełko podwyższone po raz 3 i mam nadzieję, że ostatni :) Pozostałe klamoty także nastawione prawidłowo :) Przed nami jeszcze jeden test = test wagi państwowej, po którym obaczę, czy zajdzie konieczność posiłkowania się zewnętrzną opinią co do wyboru powozu na majówkę. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że będę ciągnąć szprycho-zapałki, lać wosk przez klucz imbusowy i sprawdzać bikeboardowy horoskop a wszystko to oczywiście w klimacie palonych przez szamana gum...
Relaksacyjnie przez: Nowosolna – Wiączyń – Rataja – Srel – Jędrzejowska – Wiśniowa Góra – Bedoń Wieś – Wiączyń – Nowosolna
ps. DZISIAJ DOJECHAŁY RACING RALPHY EVO :)))))))))))))))))) I stópki od razu zaczęły mnie smyrgotać - na samą myśl, że znowu będzie co porównywać :))))))))))))) Życie jednak fajne jest :))))))))))))))))
Kategoria Triki (25...55)
Ziutkowy spontan o zachodzie słońca (czyli jak się skutecznie dobić)
Wtorek, 19 kwietnia 2011 · dodano: 19.04.2011 | Komentarze 2
Aby ten wpis miał sens, musiałam dodać kolejny rower :PW końcu nic w tym złego, że skoro swego czasu wielokrotnie odstępowałam Konę, to w zamian wypuściłam wieczorem na wybieg Treka :D
Oj, jaki on był wyposzczooooony!
Kolejne doświadczenie sprzętowe zebrane – myślałam, że ten Łosiątkowy rower to leciwy wałach, a tu kolejna niespodzianka :) Leciuteńka rama, na zakrętach idzie jak marzenie, nowiutkie smart samy o całe niebo szybsze od moich konikowych tiog, no i ta prosta kiera na byka zrobiona - po prostu „CUT MJUT”!!! Jeśli miałabym się czegoś czepiać, to tylko głęboko biorących hamulców, symbolicznie działającego amora i tego malowania ni w pipe ni w oko (no nic a nic ten odcień czerwoności nie współgra z moimi turkusowymi ciuszkami, a fuj!)
Przy okazji tego spontana obrodziłam w kolejne pomysły na tunning Jakubka, hehe
A z Treczkiem będziemy się zaznajamiać do maja, ile się da (albo ile nam dadzą :P)
I jeszcze jedna uwaga – ilekroć dziecięciem będąc nie mogłam sobie z czymś poradzić i zaczynałam marudzić szukając winnego wszędzie byle nie w sobie, słyszałam od Tatka niezmiennie ten sam tekst „tak, a woda była za rzadka zaś gówno za gęste”. No to będzie apostrofa: „Tatek, mów se co chcesz, ale czasami naprawdę tak właśnie jest”.
Na totalnej zrypie wydusiłam z Treka średnią, której za chińskie Chiny nie mogę wymodzić bez podmęczania nóg nawet na Jakubku. Kuźwa, a może to jednak ten Nobby N, a nie ja? ;P
Temat do sprawdzenia.
Kategoria Puma (...25)
Skołowałam 35.37 km
(1.00 km teren)
01:34 h
22.58 km/h
Maks. pr.:41.13 km/h
Temperatura:18.0
A dzisiaj to będą nawet dwa wpisy :)
Wtorek, 19 kwietnia 2011 · dodano: 19.04.2011 | Komentarze 5
Nie wiem, czy to dobry pomysł, by po 300 przymusowych przysiadach wykonanych w pracy rzucać się na podjazdy, ale cóż, plan od dawna ułożony, więc nie chciałam go modyfikować.Zatem krótka poobiednia „dżemka” regeneracyjna i ziuuuuuu na trening.
Okolicznych wzniesień było 6, wreszcie połknęłam te z górnej półki i o dziwo nawet sprawnie mi to poszło. Pewnie dlatego, że nie wypruwałam sobie żył na 100, tylko na 80 procent (zważając na mój obecny tryb życia, setka z pewnością byłaby gwoździem do kocuriadowej trumny).
No i mam luz na lewym bloku, bo zdarza się, że stopa przy mocniejszym depnięciu zaczyna drętwieć. Nie akceptuję tej „przyjemności”, więc problemowi nadaję status „emergency”! Z tego też tytułu poszukuję terminatora do likwidacji powyższego problemu - proszę zgłaszać CV z aktualnym zdjęciem na mój priv (referencje mile widziane, wymagane min. dwuletnie doświadczenie itepy itedy bla bla bla)...
No i mjuuuuzik na pagóry (wstępną gadaninę trza przetrzymać :P):
&feature=related
Run for Your life :)
Kategoria Triki (25...55)
Skołowałam 40.33 km
(1.50 km teren)
01:43 h
23.49 km/h
Maks. pr.:43.05 km/h
Temperatura:18.0
Chillout
Poniedziałek, 18 kwietnia 2011 · dodano: 18.04.2011 | Komentarze 0
Nic szczególnego, czyli odpoczynek po wczorajszej objazdówce.Popracowo wybyłam na dwór pomachać nóżkami - oczywiście uważając przy tym, by się zbytnio nie Z-machać.
Ostatnie 10 kilometrów „falowałam” pod wiatr, więc ciuszki i tak do wykręcenia...
Taki to był poniedziałkowy chillout :)
Kategoria Triki (25...55)
Skołowałam 100.71 km
(15.00 km teren)
04:39 h
21.66 km/h
Maks. pr.:43.05 km/h
Temperatura:15.0
100 po raz drugi...
Niedziela, 17 kwietnia 2011 · dodano: 17.04.2011 | Komentarze 7
Jakoś nie miałam dzisiaj ochoty na dłuższy dystans, a tu proszę, wyszła druga seta w tym sezonie :) Co prawda ostatnie 20 kilometrów męczyłam niczym owsik po doskonale znanym sobie terenie, więc jakoś tak zupełnie bez zapału, ale wynik to wynik - kolejna tura wytrzymałości w tlenie zaliczona :)Ruszyłam z Nowosolnej na Łagiewniki i nawet nie musiałam aż tak bardzo kontrolować swych nóg, co by nie wyprztykały się z energii już na starcie...tak, wiatr w czoło wbity skutecznie stopował mój rozruch przez 30 kilometrów, więc bardzo łagodnym tempem dotarłam przez Palestynę do kościółka w Białej. Na ławeczce uskuteczniłam szybki popas, bo wyjechałam z domu li tylko na mizernej porcji makaronu, który przelatuje przez flaki tak szybko jak myśli przez mózg. A ssało mnie okropnie już od Okólnej!
Po naładowaniu akumulatorka zmieniłam kierunek jazdy i aż do Strykowa było szybko i gładko, bo wiało w plecy a i asfalt dobrze rozpieszczał tyłek. Prułam chyba jednak zbyt wolno, albowiem w połowie tego odcinka z wyprzedzającego mnie auta popłynęła muzyka kilku męskich gardeł krzyczących „dawaj dawaj, szybciej, szybciej...” ;) No cóż, panowie byli przy niedzieli, a że dzisiaj jest Palmowa, to im także procentowa palma na czółkach odbiła. Bywa i tak.
Za Strykowem postanowiłam spenetrować trasę na Bartolin i nie zawiodłam się ani ociupinkę! Tylko pola, las, górka i piach....muuultum piachu, w którym poczułam się na przednim „Nobliwym Niku” jak Jedyna Władczyni Tych Kilku Kilometrów :) Traska naprawdę mniam, mniam, będzie trzeba się tam ponownie pokręcić...
Z Sierżni obrałam kurs na Lipkę i Niesułków Kolonię, by przedostać się następnie do Woli Cyrusowej. Jest to długa prosta - po pokonaniu jednej hopki, można spokojnie cieszyć się widokami, bo droga łagodnie opada na dugości ok. 1,5 kilometra. No i się naoglądałam złotookich forsycji, mieniących się słońcem w przydomowych ogródkach lilaków, szafirków iiiiii....i kwitnących drzewek owocowych :D To jest to!!! Słodki zapach kwiecia nie spowił jeszcze rzeczywistości, lecz już za tydzień z pewnością będzie na tym odcinku U-POJ-NIE :D
Sama wieś taka sama jak i pozostałe w naszym regionie, ale psy mają w niej wyjątkowo zadbane (absolutne przeciwieństwo Felicjanowa spod Koluszek :/). Prawie każden odprawiał rytuał grzania kości w słońcu, a pozy jakie przy tym sierściuchy łapały są absolutnie nie do powtórzenia (no chyba, że przez cyrkowców lub wprawionych w jodze), takie miałam wrażenie.
Z Niesułkowa na Wolę Cyrusową jechało się gorzej, bo po kiepskiej nawierzchni i przy dźwiękach rozpędzonych quadów, więc jak tylko pojawił się kierunkowskaz na Tadzin, bez wahania odbiłam w prawo. I znowu zrobiło się cudnie. Oczywiście nie obyło się bez bliskiego spotkania z włóczącymi się psami w rozmiarze XXXL, których naliczyłam na tym odcinku aż 7. Na szczęście były pokojowo nastawione do samotnej rowerzystki. Zaryzykowałabym także stwierdzenie, że zdziwione, tudzież zaciekawione biało-niebieską obecnością w ich rewirze...Przejechałam nie-naruszona :)
Zanim jednak dobiłam do wspomnianego Tadzina miałam małą przygodę. Otóż, padła mi zaćma na czachę jak ujrzałam napis „Bielanki 1km”. Skręciłam, by odświeżyć krajobraz zapamiętany z poprzednich wakacji. No i nie zawiodłam się:

Niebieskie Bielanki© KOCURIADA
lecz finał był taki, że zamiast w Syberii wylądowałam w tadzinowym lesie. Niepotrzebnie zignorowałam podszepty zdrowego rozsądku i zamiast skręcić w prawo w Pieńkach Henrykowskich pojechałam do końca wsi, która wprowadziła mnie nagle w teren. Nastąpiła chwila niestabilności umysłu, załączył się we mnie wpieniacz pomieszany ze strachem. Przystanęłam więc na pierwszym rozwidleniu drogi, zaczęłam się rozglądać i wtem cały syf emocjonalny rozpłynął się w nicości. Widok lasu gęsto usianego zawilcowymi główkami był rozbrajający – to tego stopnia, że się w nim zgubiłam ponownie :)
Nie wiem, jak długo kręciłam się między drzewami i ile kilometrów po tych zaczarowanych ścieżynkach natłukłam, ale po przekroczeniu Mrożycy, ostatecznie wybrnęłam na zaplanowany Tadzin.
Stamtąd skierowałam się na Grzmiącą, skąd ruszyłam w stronę Sierżni. Znowu pod wiatr i po hopencjach. W zasięgu wzroku cały czas miałam profi zająca, ale był na tyle silny, że nie dałam rady go złapać. Zrezygnowana skręciłam więc na Głogowiec, a potem już po swojej małej ojczyźnie – przez Boginię na Borchówkę, gdzie pod sklepem u Jacusia telefonicznie skonsultowałam dalszą część trasy. Na liczniku wybiło 80 kilometrów i nie miałam pomysłu na pozostałe 20...
Pan z infolinii pomógł o tyle, że wspomniał o kierunku wiatru, więc resztę treningu starałam się wykonać tak, by w miarę możliwości nie dostawać od niego (wiatru, a nie konsultanta ;P) ciągle po mordzie. Zatem „wzniosłam się” aż do Kalonki i dalej cierpiącą Marmurową prosto do Brzezińskiej, tylko po to, by skręcić na powrót na Kalonkę (znowu pod górkę :/, oj, miałam już dość). Ostatnie kaemy pokonałam Bukowcem, ostrym podjazdem na Plichtów i Byszewską wylądowałam na Nowosolnej.
Dys yz di ęd mojego niedzielnego treningu.
Ze zmęczenia padam już na pierś, ale mam jeszcze na tyle siły, by zapodać staroć, która całą traskę smyrała mnie po potylicy:
In your wheels I feel Sunshine, meine Jakubek
Kategoria Yogus (55...)
Skołowałam 34.48 km
(6.00 km teren)
01:31 h
22.73 km/h
Maks. pr.:45.18 km/h
Temperatura:14.0
Wyprawka
Sobota, 16 kwietnia 2011 · dodano: 16.04.2011 | Komentarze 2
Do Łagiewnik na spotkanie z Jelonkiem :DW ramach przedhiszpańskiej wyprawki próbowałam jej wcisnąć choćby herbatę (skoro już na wstępie wzgardziła szarlotką), lecz ta wstrętna Chuda MaUpa (czulej już nie potrafię :P) do końca pozostała nieugięta...Wciągnęłam zatem z rozkoszą oba przysmaki do własnego brzuchola i zaryzykuję przy tej okazji tezę, że mineralki, którą Ilo tak wolno sączyła podczas spotkania, styknie za cały prowiant na 3 tygodnie jej espańskich wojaży. I głęboko wierzę, że jelonkowa waga nawet na gram nie drgnie w którąkolwiek stronę – w końcu już ze dwa lata ma na wyświetlaczu palniętą naklejkę z napisem: CO BY NIE BYŁO, TO WŁAŚNIE JEST NORMA.
A po obżarstwie okraszonym dyskusją na temat „puszczania płazem”, trafiła się nam sposobność zagrania w luksusową wersję bierek:

Żabie bierki© KOCURIADA
Uznałam jednak, że lepiej będzie, jak ukradkiem podniosę ten smaczny susz i takim samym cichcem wpakuję Ilo w kaptur, no niech ma dziewczyna na podróż choć taką konserwę...
Kategoria Triki (25...55)
Skołowałam 48.68 km
(1.50 km teren)
02:16 h
21.48 km/h
Maks. pr.:41.10 km/h
Temperatura:15.0
Niech każdy robi co chce
Piątek, 15 kwietnia 2011 · dodano: 15.04.2011 | Komentarze 4
Na mej szarej eminencji zachwytu przez asfaltowo-naprawiany Eufeminów do uroczego Gałkówka Parceli, by zawrócić przez błogie Witkowice na sadzawkowy Małczew.A stamtąd wygwizdowym Ksawerowem do bogatej Moskwy, co by skręcić na wijące się Jaroszki prowadzące na płaski Buczek.
Z Buczka zaś w towarzystwie tirów na Janinów, z odbiciem do wyludnionego Głogowca, z którego na zielony tunel Borchówki.
Zaś po dłuuuugim wspinaniu się na Kalonkę skręt w lewo na Bukowiec i dalej hop aż do Janowa, by ostatecznie z prawencji uderzyć na Nowosolną.
Było miło, ale się skończyło.
No kompletnie nie moja bajka, ale może od czasu do czasu powinnam mieć taki „sajko pattern”? :
Teksty Pono też chromolę :P
Każdy robi co chce.
Trudno.
Co zrobić.
Najwyraźniej świat jest bardziej monadyczny, niż mi się dotychczas wydawało.
Landrynku, wybacz Kochany, że zaczynam o Tobie myśleć w kategoriach złomka, ale już mi jedni połowę radochy z kręcenia odebrali, a teraz....szkoda gadać Jakubku, naprawdę szkoda gadać...
:((((((((((((((((((
Kategoria Triki (25...55)
Skołowałam 27.61 km
(0.50 km teren)
01:22 h
20.20 km/h
Maks. pr.:44.40 km/h
Temperatura:17.0
Hit miesiąca
Wtorek, 12 kwietnia 2011 · dodano: 13.04.2011 | Komentarze 0
Skoro już skrobnęłam w tytule o hicie tego miesiąca (absolutnym, niezaprzeczalnym i nieodwołalnym!!!), to go zapodam. Będzie to tekst z gatunku „absurdy pracowe” :P Mam ich już sporą liczbę skrzętnie odnotowanych w tajnym pliku i jestem pewna, że umilą mi niejeden starczy wieczór spędzony przy skobku tabletek...„Świeżynkę” stworzył Pewien Szef Pewnego Działu Pewnej Poważnej Firmy. Uraczył pracowników taką oto poważną decyzją (achtung, achtung, należy przyjąć wygodną pozycję leżącą, przestać przeżuwać jedzenie czy co tam się aktualnie w paszczy posiada, albowiem grozi to natychmiastową śmiercią...a najlepiej od razu i bez walki poddać się samemu brzmieniu słów, niech dźwięk słodko prowadzi umysł na semantyczne manowce...).
Dobra, nie przedłużam, jadę z cytatem:
„Rezygnujemy z wyjątku rezerwowalności sal nierezerwowalnych w stosunku do sal nierezerwowalnych na obu open space-ach”
Ja się tylko skromnie pytam - O co w tym kurwancka chodzi???
Czy naprawdę nie można prościej???
Jeśli zaś wziąć na warsztat moją rowerową wycieczkę, to była to wspaniale leniwa jazda w porywach Dziada Wichera. Dotlenianie organizmu dodatkowo umilał Żultelmen Deszczuch.
Nie narzekam jednak wcale, ponieważ obydwaj nieźle grzali (znaczy, było mi ciepło :P)
No i w końcu, po treningach wielu (czyli tym wczorajszym piramidalnym) mogłam spokojnie czachą na boki pokręcić i poprzypatrywać się sennie płynącemu krajobrazowi.
Soczysta Zieleń owinęła sobie wokół palca prawie cały Świat.
Pasi mi to wery wery wery macz :P
Kategoria Triki (25...55)



