KOTY zaś mruczą o sobie tutaj

Roczne wzloty i upadki:
Archiwalne myszkowanie:
- 2015, Czerwiec8 - 0
- 2015, Maj23 - 0
- 2015, Kwiecień15 - 0
- 2015, Marzec7 - 0
- 2015, Luty5 - 0
- 2015, Styczeń1 - 0
- 2014, Listopad2 - 0
- 2014, Październik9 - 0
- 2014, Wrzesień16 - 0
- 2014, Sierpień20 - 0
- 2014, Lipiec18 - 0
- 2014, Czerwiec14 - 0
- 2014, Maj17 - 0
- 2014, Kwiecień17 - 0
- 2014, Marzec14 - 0
- 2014, Luty6 - 0
- 2013, Listopad1 - 0
- 2013, Październik5 - 0
- 2013, Wrzesień9 - 0
- 2013, Sierpień22 - 4
- 2013, Lipiec24 - 0
- 2013, Czerwiec18 - 2
- 2013, Maj25 - 3
- 2013, Kwiecień17 - 4
- 2013, Marzec4 - 0
- 2013, Luty8 - 2
- 2012, Grudzień1 - 0
- 2012, Listopad4 - 2
- 2012, Październik6 - 0
- 2012, Wrzesień13 - 2
- 2012, Sierpień20 - 6
- 2012, Lipiec17 - 3
- 2012, Czerwiec13 - 0
- 2012, Maj16 - 27
- 2012, Kwiecień21 - 10
- 2012, Marzec20 - 9
- 2012, Luty8 - 20
- 2012, Styczeń8 - 17
- 2011, Grudzień4 - 6
- 2011, Listopad8 - 4
- 2011, Październik4 - 10
- 2011, Wrzesień21 - 35
- 2011, Sierpień21 - 20
- 2011, Lipiec15 - 31
- 2011, Czerwiec19 - 54
- 2011, Maj22 - 56
- 2011, Kwiecień19 - 69
- 2011, Marzec26 - 33
- 2011, Luty12 - 17
- 2011, Styczeń11 - 11
- 2010, Grudzień2 - 3
- 2010, Listopad5 - 0
- 2010, Październik33 - 56
- 2010, Wrzesień16 - 29
- 2010, Sierpień22 - 2
- 2010, Lipiec8 - 0
- 2010, Czerwiec7 - 0
- 2010, Maj10 - 2
Dzień Świra
Poniedziałek, 1 listopada 2010 · dodano: 01.11.2010 | Komentarze 0
Pierwsza poranna myśl - szerokim łukiem ominąć miasto, unikać przy tym asfaltu jak ognia i trzymać się z dala od każdego cmentarza, czyli...jak najszybciej udać się do lasu! Potoczyłam się, a w lesie...dzikie tłumy takich samych świrów jak ja :D Marzenie o samotności legło zatem w gruzach, ale i tak nie mam najmniejszego powodu do narzekań. W Arturówku rower niespodziewanie połączył pokolenia, bo Ilonka poznała Tatka, Tatek zaś zapoznał się z Ilonką i migiem znaleźli wspólne tematy: "a bo siodełko koleżanka ma za nisko, potem że skrzypi jej łańcuch i trzeba coś z tym fantem zrobić, a to znowuż o Holandii jako raju rowerzystów" i takie tam. Jakoś nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że ktoś mi tu na bezczela koleżankę podrywa ;pTatek oczywiście zabawił się na naszą prośbę w leśnego wodzireja, prowadził przez całe tony fantastycznie szumiących liści, supermasujące bruki, liczne konarowe niespodzianki i równie dobrze ukryte ruchome piaski :) A do tego wszystkiego doginał jak mało który pięćdziesięciopięciolatek, zwłaszcza pod górki (resztki sił po karierze zapaśnika?). Mniej więcej po 15 km w terenie nagle zrobił postój, otarł pot z czoła i wydusił z siebie: "dziewczynki, ja to już chyba wysiadam", ale nawet nie zdążyłyśmy podnieść go na duchu, bo nam zniknął z oczu, cholernik jeden! ;p A na koniec objazdówki dostałyśmy w prezencie napoje chłodzące okraszone dobrym słowem i tak się zakończył miły dzień świra, zlot 2 pokoleń oraz spotkanie "klubu leśnego przyjaciela" w jednym. Fajnie było i wesoło :)
Kategoria Triki (25...55)
Zabawa na 102! :):):) Koniec maratonu :):):)
Niedziela, 31 października 2010 · dodano: 31.10.2010 | Komentarze 2
Już w czwartek obiecaliśmy sobie, że niebawem wrócimy jednośladem na podskierniewickie tereny, ale żadne z nas nie zakładało wtedy, że będzie to aż tak niedalekie niebawem :)No cóż, pogoda z samego rana zapraszała na otwartą przestrzeń, a że nasz niedosyt był świeży i przepastny to podążyliśmy tym tropem. Tak szczerze, to mój był zdecydowanie bardziej świeży i bardziej przepastny od Dawidowego, no ale chłopina ulitował się nad niezrównoważoną kobitą i postanowił podążyć za nią...a raczej przed nią ;p
Zatem ostatecznie, przed 10:00 rano i ku wielkiemu niezadowoleniu futrzanej dziatwy bujnęliśmy się we dwoje na kilka godzin do Makowa. Cel wizyty: przeprowadzenie śledztwa w sprawie podejrzanego biznesu sugerowanego nazwą miejscowości ;p Jakież rozczarowanie mnie napotkało, gdy ujrzałam pola ziejące pustką (ściema?) i biednie wyglądających ludzi (kolejna podpucha?). Szczegółowa kontrola sklepu z następnej miejscowości też nic nie pomogła – w asortymencie ostały się tylko paluszki z makiem, a i sprzedawczyni nie zachęcała spojrzeniem do pytań o towar spod lady. Hmmm, dziwna sprawa...Nie wróciliśmy jednakże z podróży z pustymi rękami: w Pszczonowie mieli świetny patent na mycie samochodów. Obrazek wiejski podpatrzyliśmy następujący: Ojciec rolnik, odziany w rozchełstaną flanelową koszulinę w kratę oraz obowiązkowe gumioki, niczym najwyższej klasy lord wskazywał palicem, co jest do wypucowania w leciwej już bryce. A wszelkie te zachcianki skwapliwie spełniały dwie młode, naprawdę ładne i zgrabne dziewoje odstawione niedzielnie, czyli w czarnych legginsach, zamsz-kozaczkach szpiluniach i wdziankach od Armaniego conajmniej. Tylko rękawy bidulki miały zakasane, pot spływał im już z oblicz łącznie z makijażem, a w wypielęgnowanych rąsiach dzierżyły jakieś zasyfiałe ściery i pod dyktando ojczulka hop z prawej na lewą i z przodka na tył, bo i tu jeszcze może jakaś plamka została...ubaw miałam z tego widoku po pachy!
A tak w ogóle, to przez całą traskę naoglądaliśmy się co niemiara przyrody, można było oddychać pełną piersią:

Bielanki w jesiennej odsłonie© KOCURIADA

Grasz w zielone?© KOCURIADA

Obłędny błękit - bez żadnego kitu© KOCURIADA

Spotkanie z Jesienią Życia na rowerze© KOCURIADA

Powalone drzewko© KOCURIADA

Turkus rządzi światem :D© KOCURIADA

Rude jest piękne© KOCURIADA

Łoś w jesiennych barwach© KOCURIADA

Pszczonowskie klimaty© KOCURIADA

Zielona fala zalewa asfalt© KOCURIADA
Pobrykałam sobie asfaltami:
Nowosolna – Skoszewy – Janinów – Grzmiąca – Bielanki – Kołacin – Zacywilki – Podłęcze – Wólka Krosnowska – Mszadla – Lipce Reymontowskie – Chlebów – Święte Laski – Maków – Słomków – Pszczonów – Chlebów – Bobrowa – Trzcianka – Kuźmy – Zawady – Grodzisk – Dmosin – Lubowidza – Niesułków – Lipka – Sierżnia – Skoszewy – Borchówka – Kalonka – Bukowiec – Grabina – Nowosolna
Koniec października :) Koniec maratonu :)
Miało być jeżdżenie codziennie - było :)
Miało być każdorazowo minimum 5km - było :)
Miało być za cały miesiąc 850 - jest :)
Cała reszta jakoś tak z rozpędu... I CZUJĘ SIĘ Z TYM ZAJEBIŚCIE!!!!!!!!!!!!
Kategoria Yogus (55...)
ul. Wycieczkowa
Sobota, 30 października 2010 · dodano: 31.10.2010 | Komentarze 0
popracowa szybka ustawka z Ilonką - mało wolnego czasu miałam, więc razem w stronę słońca, ale na skróty przez pola i las :) W trakcie jazdy oczywiście głupie dowcipy oraz spowalniające gadanko. Na Wycieczkowej zmiana kierunku, Ilo pomknęła do centrum, ja zaś do Magdeczki na...kolejne ploteczki :)Powrót po ciemku...po wielkiemu ciemku, jadu sobie i patrzu i widu, na polu, jednego chłopu, pijanego jak belu, co lezie, wprost na mnie, o kurde...
alem go łominęła i do domu cało zajechało, hej tamtaramtamtam!
Kategoria Triki (25...55)
pobieżeli wesolutko na 111 MK
Piątek, 29 października 2010 · dodano: 30.10.2010 | Komentarze 0
wieczorny pierwszy raz: masowo i krytycznie śladami Strzemińskiego przez centrum miasta Łódź.Troszeczkę z potrzeby serca, krztynkę z pobudek ideologicznych, nade wszystko zaś dla zabicia swędzenia kopyt podbicia.
No i dla wspólnego pitupito-śmichu. Ooooole!
I rzeczywiście nic tak nie spada jak...
Kategoria Triki (25...55)
Kółkami za Srela
Piątek, 29 października 2010 · dodano: 30.10.2010 | Komentarze 0
takie tam zwyczajne rozmasowanie rzepek po wczorajszych wojażach: rundka za Srela a powrót przez Wiśniówkę, Bedoń i Wiączyń.Znowuż jestem miło zaskoczona: błogosławiony niech będzie ten rower, albowiem niezbadany jest ogrom komfortu jazdy na nim :)
Kategoria Triki (25...55)
Arkadia - Nieborów
Czwartek, 28 października 2010 · dodano: 28.10.2010 | Komentarze 2
Etap 1:Nowosolna – Byszewy – Sierżnia – Lipka – Szczecin – Dmosin – Borki – Lubianków – Wola Lubiankowska – Łyszkowice – Zakulin – Bełchów – Dzierzgów – Bobrowniki – Arkadia – Mysłaków – Nieborów
Etap 2:
Kołacin – Wola Cyrusowa – Lipka – Sierżnia – Skoszewy – Borchówka – Kalonka – Bukowiec – Grabina – Nowosolna
(oraz samochodowy etap pośredni nie liczący się wcale, ale wpisuję ku pamięci: Nieborów/Bolimów/Skierniewice/Maków/Lipce Reymontowskie/Mszadla/Siciska/Kołacin)
Zwołałam 2 dni temu całe rowerowe towarzycho do kolejnej przygody i stawili się nawet licznie, w następującym składzie:
- przodownik pracy = Jakubek
- pompka pasująca do jegoż opon
- termos 0,3l dla ratowania życia mego
- 2 kanapki (pierwsza z dżemidłem, a druga w wersji cięższej, mięsno-serowej)
- jakiś ciuch na mój spocony grzbiet (właściwie sztuk kilka... a może: prawie cała szafa?)
- mapka sprytnie przerobiona na laminat
- telefon na tak zwany wszelki wypadek losowy
- aparat, co by udokumentować realizację śmiałych zamiarów
i.......... bidulka sierotka JA :D
Plan obliczony na wycieczkę grupową zawierał przejazd do Skierniewic, skąd powrót do Łodzi miał się odbyć pociągiem. Zmodyfikowałam jednak z lekka zarys wycieczki – primo, jak wiadomo, do raju wybierałam się samodzielnie, a secundo jakoś nie mogłam się dziś rano pozbierać z tym całym mnóstwem gratów przez co wyruszyłam dosyć późno. Umówiłam się zatem z chorowitkiem Łosiem, że odbierze mnie autem z Nieborowa, co bym nie musiała gnać na złamanie karku na ten nieszczęsny IR do Skierniewic. I bardzo dobrze zrobiłam, bo dzięki temu wolniutko sobie popedałowałam, bez zbędnego napięcia a i na focenie było znacznie więcej czasu, nie wspominając już o tym, że nie byłam skazana na same widokówki, bo i mnie parę zdjęć pstryknięto na miłą pamiątkę :D
Jeszcze przed wyjazdem z miasta, ktoś z góry postanowił mnie kropidłem poświęcić, co uznałam za dobry omen, przy czym nie odpuszczałam aż do Skoszew następującej modlitwie: „słoneczko wyjdź zza chmurki, już proszę nie złość się...lalala....słoneczko już się zbliża, już puka do mych drzwi, pospieszę je przywitać, z radości serce drży” ;p No i kropić przestało za Lipką, gdzie zmieniłam melodię na „serduszko puka w rytmie czacza” i nie mam bladego pojęcia skąd się to do mnie przypałętało ;p No cóż, najwyraźniej statystyczny zwykły śmiertelnik dużo śmieci wozi w swoim umyśle, a najgorsze, że wypływają na powierzchnię od sasa do lasa i pełną parą niespodziewanie atakują.
Do Dmosina drogę znałam, po skręcie zaś na Borki zaczął się mały spontan. Upomniana, że mam pytać o drogę tylko autochtonów i tylko mężczyzn (;p), przy pierwszym wątpliwym, nieoznaczonym skrzyżowaniu stanęłam zasięgnąć rady. No i doigrałam się, bo od nie jednej a kilku sztuk autochtonów płci świadomie wybranej usłyszałam, że...są nietutejsi ;p Cóż, pozostawię to bez komentarza. Czasu nie chciałam marnować, więc wybrałam intuicyjnie i jak się okazało, na samej sobie się nie zawiodłam ;p Przy kolejnej zagwozdce leciwy autochton (na pewno „tutejszy”, bo wpierwej zagadnęłam o tę właśnie kwestię) na złą drogę mnie sprowadził (następnym razem i na wiek informatora trzeba zwracać uwagę ;p), więc zamiast trafić do Albinowa, od razu odbiłam na Kalenicę. Też dobrze, jak fun to fun, jechało się całkiem całkiem :D. Co dobre szybko się jednak kończy, bo po skręcie na 704 był fatalny i wąski asfalt aż do Łyszkowic (plus debile z ciężarówek), no ale na całe szczęście od miasteczka/wsi aż do samego Bełchowa rozpieszczała mnie bezproblemowa dłuuuuuuuuuuga prosta ;p A stamtąd wbiłam się na niebieski szlak książęcy i wjo bezpośrednio do Arkadii, gdzie udało się przyklepać pierwszą z brzega ławkę na kilka minut przed przybyciem Łośstronga. Po wstępnym uszczupleniu zapasów oddaliśmy się romantycznemu spacerowi po słynnym parku, który w sumie zrobił na nas bardzo przygnębiające wrażenie. Po wizycie w nastrojowym Bath i Lacock, właściwie powinniśmy się tego spodziewać...kurde, żeby chociaż te kamienie kefirem dobrze posmarowali, to by szybko i pięknie się zestarzały...a tu nic, a tu Polska cegłą i betonem murowana właśnie...istny patchwork, choć trza przyznać, że nawet fotogeniczny :p
Następny punkt programu – Nieborów - zatarł nieco przykre poarkadyjskie wrażenia. Już sama monumentalność miejsca pozwala o nim sądzić, że tkwi w nim wielki potencjał. Tylko jak zwykle, mamy deficyt w kasie i w ludziach myślących z rozmachem. No i rowerka nie pozwolili wprowadzić, czym rozsierdzili Łosia :(
Dopełnieniem dzisiejszej przygody było poszukiwanie jadłodajni. Łowicka karczma miała 140 dzieciaków na pokładzie, czas oczekiwania na obsługę wynosił ponad godzinę, więc skazani byliśmy na zajazd przydrożny, wielki niczym sołtysowa stodoła. Żarełko nawet polecam, obsługa miła, lecz naczynia mieli zdecydowanie do dokładnego doszorowania (tak, tak, nadaję się na cichego klienta). Po obżarstwie zapakowaliśmy opasłe brzuchy do auta i obraliśmy kurs na domek przez Puszczę Bolimowską, co by wiedzieć, jak zaplanować kolejny rowerowy wypad. W trakcie tej nudno-łatwej podróży poczułam, że to wcale nie musi być koniec mojej przygody, a że kurczaczek wstępnie strawiony, dzielnie postarałam się o wyrzucenie nas z auta, stąd 2 etap kręcenia :) Oj ciężko już było, dzień się szybko kończył, a ja zostałam sama z pagórkami, do samego końca pod wiatr i do tego z wyjącym o pomoc pęcherzem. Ślamazarnie, ale jednak dojechałam do celu, oczywiście nie mogłam sobie odmówić skrętu na Borchówkę, gdzie nóżki natychmiastowo przełączyłam na autopilota ;p
I wyszła 100 do kolekcji, a wieczorkiem będzie druga setka – na smaczny słodki odpływ w krainę Morfeusza...
O, zapomniałabym, jeszcze fociencje:

Niepewny początek podróży...© KOCURIADA

i wątpliwości rozwiane zalotnym spojrzeniem ;)© KOCURIADA

a w Lubiankowie nie tylko drzewa nabierały kolorów ;)© KOCURIADA

a już w Arkadii sukcesu stokrotka...© KOCURIADA

i na ławce posilająca się sierotka© KOCURIADA

czas na rundkę wokół stawu...© KOCURIADA

Tutaj odnalazłam spokój po mojej walce ;)© KOCURIADA

romantyczna foto-sesja dwojga w ruinach© KOCURIADA

i jakże romantyczne pozowanie na płetwonurka ;)© KOCURIADA

arkadyjski detal zawijany© KOCURIADA

a tu już nieco mroczny Nieborów© KOCURIADA

platanowa czarna mordka© KOCURIADA

i psychodeliczny bukszpan tamże :)© KOCURIADA
Nadeszła chwila na ważne podsumowujące autopytanie oraz autoodpowiedź na nie:
No i jak się w samotności przemierzało świat???
Och, ach, wręcz wpaniale!!! Prawdziwa rewelka!!! Nic nie przesłaniało horyzontu ;p Nieznane, phi, nic strasznego, jeśli zgubisz się w jednej wsi, to się odnajdziesz na końcu drugiej i po całym kłopocie, licznik się tylko z tego ucieszy ;p I właściwie wszędzie dobrze, dokładnie tak samo dobrze jak w domu ;p Trzeba będzie wypuszczać się w ten sposób na pastwę życia o wiele wiele częściej ;p
Kategoria Yogus (55...)
Baaaaczność? Spocznij!!!
Środa, 27 października 2010 · dodano: 27.10.2010 | Komentarze 3
Dziś spokojne spoczywanie w niewzruszonym wiejskim tu i teraz, a że razem z początkiem dnia zaświtała we mnie przeogromniasta chętka na próby quasi-artystyczne, to zabrałam ze sobą głupola-pstrykacza. Sporo przystanków, czasochłonne dogrzebywanie się do aparatu, no i jak się można było spodziewać, matki natury wcale nie trzeba reklamować, zmieniać, ani podrasowywać, ino na ślepo zamykać w kadrze. Oj, nie miałam samozaparcia, by ślęczeć nad ustawieniami – wolałam dłużej nasycić oczęta.Zatem na chanderkę, która pewnie w końcu kiedyś nadejdzie, strzelam sobie do pamiętniczka widoczki z PKWŁ (i gęba sama się raduje, banan już nie od ucha do ucha, ale naokoło głowy, motyle w brzuchu i radosny śpiew pod nosem, no kuźwa sama siebie nie poznaję w tej październikowej odsłonie ;p):

Szronu pełno wszędzie i marzną mi paluszki, bim bim bom© KOCURIADA

Dwie sarenki na polu były, lecz zwiały do lasu, no nie zdążyłam się odkutać...© KOCURIADA

Mgła doszczętnie spowiła mój świat© KOCURIADA

I lód na dobre przyoblekł liście drzew, źdźbła trawy...© KOCURIADA

Widziałam jednak słońca cień© KOCURIADA

a następnie ani słońca ani cienia© KOCURIADA

Oczko też cieszyło oczko© KOCURIADA

i jeszcze ten elektryzująco żółty rzepak ;)© KOCURIADA

na dokładkę łyse brzóski przy księżycu© KOCURIADA

i poletko Pana Boga ;)© KOCURIADA
Di ęd :) Styknie tego dobrego na dziś :)
Kategoria Triki (25...55)
Rozdziobią nas kruki, wrony?
Wtorek, 26 października 2010 · dodano: 26.10.2010 | Komentarze 3
Chciało się czy nie, z samego ranka podmieniłam piżamkę na rowerowe wdzianko i wytoczyłam się na rundkę po najbliższej okolicy. Tym razem o bułki nie miałam zamiaru walczyć - o tej porze zadanie nie nastręczałoby żadnych trudności, a takim zadaniom mówimy stanowcze nie! :)Ponurzasto i szaro było, z początku doskwierał mroźny chłodek, no i po raz pierwszy jechałam w towarzystwie zimowych ptaszorów. Po niebie zaciągniętym złowieszczymi chmurami przemykały sobie całe stada kruków i gawronów, ich głośnym dyskusjom nie było końca, do tego gdzieś z jakiegoś gospodarstwa z nagła zawył opóźniony w rozwoju kogut i to falsetem tak przeciągłym i błagalnym, że nawet martwi powstaliby z grobów. Ocucona tym jakże uroczym wybrykiem szybko zarzuciłam plan robienia 5 x pętelka i pognałam, a raczej poczłapokołowałam prosto przed siebie. Już tyle razy próbowałam trzymać się sztywnych ustaleń i za każdym razem wychodzi z tego figa z makiem. Czas zmierzyć się z najprawdziwszą prawdą wszelkich prawdziwych prawd - nie nadaję się do kolarstwa torowego :)
Przyodziana zatem w megauśmiech dzięki fristejlowej jeździe, na mocy "prawa motyla" szybciuteńko wywołałam sobie ogrzewcze promyki Słońca, które nie opuściły mnie aż do powrotu na Nowosolną ;D
Zjawiskowy wypad! :)
Nie, nie rozdziobią nas ani kruki, ani wrony! Za dużo w nas radochy :D
Kategoria Triki (25...55)
Na Nowosolną po bułki,
Poniedziałek, 25 października 2010 · dodano: 25.10.2010 | Komentarze 7
ale że ich w tzw. centrum wsi nie uświadczyłam, to intensywnie rozglądałam się dalej :) I ani w rowach nie leżały, ani z drzew specjalnie dla mnie nie chciały lecieć :( Żałuję, że nie powypadały ludziom z samochodów, a i przydrożne menele jak na złość też się nie chciały podzielić :( Łot e dej! Jak już w końcu cosik dojrzałam, to albo czerstwe albo spliśniałe albo zorientowałam się rychło w czas, iże kaska ciągle w domu na stole kwitnie :(No ale frajda z tego tropienia była ogromna :D Cieplusio, milusio, bez wiatru i tak cudnie zmierzchało, że w ogóle do domu nie chciałam wracać! No nie mogę się jakoś wyjeździć! ;p Doba jest stanowczo za krótka i zaraz wystosuję petycję tam gdzie trzeba, co by ją znacząco wydłużyli!
A na kolacjones będą sucharones :)
Kategoria Triki (25...55)
do Zosi
Niedziela, 24 października 2010 · dodano: 24.10.2010 | Komentarze 0
Po 3 tygodniach maratonu, nade wszystko zaś pewnie po tej wczorajszej przygodzie z Górą, miałam sen, iże od tego całego jeżdżenia pojawił się u mnie ogromny murzyński odwłok! Tak mnie ta wizja przeraziła, że zanim wsiadłam na rower musiałam dokładnie zlustrować swoje tyły i poprosić dodatkowo o potwierdzenie wyniku samooceny. No dobra, jeszcze dłuuuuugo mogę jeździć :)Dziś na spokojnie, tylko dla masażu. Wybraliśmy okrężną drogę przez Bedoń na Olechów do Zosi, co by sprawdzić jak Jej samopoczucie i w ogóle jak całe żyćko. A przy okazji spontanicznie zeźreć cały półmisek placków z pyszniutkim hendmejd dżemem agrestowym (sorki evesiss, znowu nic dla Ciebie nie zostało, ale nie mogłam tak po prostu siedzieć spokojnie i patrzeć jak znikają w łosiowej jamie chłonąco-trawiącej, musiałam go ciutkę wspomóc...)
Powrót zaś przez Widzew i Stoki. Na Kopance usłyszałam, że lubego dopadł bolesny globus, więc dalej toczyłam się już samotnie przez: Wódkę, Dąbrówkę, Imielnik, Dobieszków, Skoszewy, Borchówkę, Bukowiec i Grabinę do Nowosolnej.
Popluło mnie z niebiesiech, ale jednak nie tak mocno, co by się nie dało prowadzić. No i co racja to racja, w miarę upływu czasu wiatr się wzmagał, ale znów nie aż tak bardzo, co by nie dotrzeć na czas do domku.
Kategoria Triki (25...55)



